czwartek, lipca 18, 2019

Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren - Gerald Brittle

Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren - Gerald Brittle
Książka na którą czekałam długi czas! Kiedy już nadarzyła się okazja, żeby ją kupić nie zastanawiałam się ani chwili. Jestem fanką filmów Obecność, Obecność 2 i Annabelle, więc byłam niezwykle ciekawa prawdziwych historii, które stały się inspiracją twórców.

Nie ukrywam, że lubię horrory, ale po nich przez jakiś czas boję się być sama w ciemności. Na szczęście dzielę pokój ze współlokatorami i samotność mi nie grozi. Czytając "Demonologów" ciarki przechodziły mi po plecach  i podskakiwałam na każdy dźwięk wydobywający się z głębi mieszkania.




Autor:
Tytuł: Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Esprit
Kategoria: literatura faktu


"Uważasz, że duchy są zwykle odpowiedzialne za nawiedzenia starych i opuszczonych domów?
Nic nie wiesz o świecie duchów.
Myślisz, że laleczki są słodkie i niewinne?
Historia opętanej lalki Annabelle zmusi cię do tego, żeby zastanowić się nad tym raz jeszcze.
Straszą cię dziwne hałasy, trzaskanie drzwiami i niepokojące dźwięki?
Naprawdę przerazi cię historia o poltergeiście z Enfield.

Książka Demonolodzy, która przez wiele tygodni znajdowała się na liście bestsellerów „New York Timesa”, ujawnia zdumiewające mechanizmy, które kryją się za wydarzeniami nadprzyrodzonymi i wyjaśnia, dlaczego opętanie czy nawiedzenie może spotkać każdego z nas. To wstrząsające archiwum Warrenów, wybitnych amerykańskich demonologów, tropicieli zjawisk mrożących krew w żyłach, jest dowodem na to, jak niewiele wiemy o świecie duchowym.


Edward i Lorraine Warren – wybitni specjaliści w zakresie demonologii, nawiedzeń, opętań, egzorcyzmów. Z ich doświadczenia korzystał między innymi Kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych (Ed był jedynym świeckim demonologiem uznawanym przez Watykan). Wspólnie przebadali tysiące niesamowitych przypadków nawiedzeń i prowadzili najgłośniejsze śledztwa dotyczące opętań, m. in. Amityville (1976), nawiedzenie domu rodziny Snedekerów w Southington (1986-88, na podstawie tych wydarzeń powstał film Udręczeni), Perronów w Harrisville (1970, film Obecność) czy Smurlów w Pittston (1985-1987, film Nawiedzony dom). Po śmierci Eda w 2006 roku, jego żona kontynuuje ich wspólne dzieło." -opis z okładki książki

Jak widać powyżej jest to literatura faktu, co potęguje emocje odczuwane podczas czytania niektórych przerażających historii zawartych w książce. Mamy tutaj do czynienia z historiami dotyczącymi Annabelle i Amityville, a także z wieloma innymi nawiedzeniami, dręczeniami, a nawet opętaniami ludzi, którzy nierzadko sami sprowadzili na siebie taki los - świadomie lub nie.

"...rany cięte, poparzenia, zadrapania, skaleczenia, nagłe zachorowania na ciężkie choroby, przejmujące bóle głowy, wulgarne napisy i bluźnierstwa na ścianach, samoistne wybuchy pożaru, nieludzkie głosy po drugiej stronie linii telefonicznej, twarze demonów pojawiające  się w ekranie telewizora - czego by nie wymienić, wszystko to widziałem." -cytat z książki

Wiele spraw z którymi związane było małżeństwo Warrenów dotyczyło wydarzeń, które zostały sprowadzone na poszkodowanych przez nich samych. Zdumiało mnie to jak przerażające konsekwencje może mieć zabawa w wywoływanie duchów lub igranie z tabliczką ouija (która swoją drogą jest ogólnodostępna i kosztuje ok.100 zł, co sprawia, że zdobycie jej przez nastolatków żadnych przygód nie jest problemem). Książka opisuje przypadek, w którym nastolatka odstała księgę z zaklęciami w prezencie choinkowym od matki, co miało tragiczny finał i przysporzyło całej rodzinie ogromnych problemów.

"W rezultacie doszło do chyba najgorszego rodzaju ataku diabolicznego, z jakim mieli do czynienia Warrenowie." -cytat z książki

Książkę polecam wszystkim osobom zainteresowanym zjawiskami paranormalnymi, a także postaciami Eda i Lorraine Warren. Myślę, ze zadowoli też fanów horrorów, dla których dodatkową atrakcją będzie to, że jest to książka na faktach.

niedziela, lipca 14, 2019

Ostatnia chowa klucz - Ałbena Grabowska

Ostatnia chowa klucz - Ałbena Grabowska
Długo się z nią męczyłam zanim stwierdziłam, że czas sobie dać spokój, bo zwyczajnie marnuję godziny i minuty, które mogłabym przeznaczyć na coś lepszego. Książka Ałbeny Grabowskiej zawiodła na wszystkich możliwych płaszczyznach. Z początku upierałam się jeszcze, żeby mimo wszystko ją dokończyć, ale jak już byłam za połową stwierdziłam, że życie jest za krótkie, żeby czytać słabe książki. Finalnie przeczytałam tylko połowę i list znajdujący się na końcu.




Autor:
Tytuł: Ostatnia chowa klucz
Ilość stron: 302
Wydawnictwo: Zwierciadło
Kategoria: thriller, sensacja, kryminał


Co tak bardzo zawiodło mnie w tym tytule? Wszystko. Brak napięcia, akcji, bohaterów, którzy grzeszyliby choć odrobiną rozumu, no po prostu nie widzę ratunku dla tej książki, choć zawsze usilnie staram się znaleźć chociaż najmniejszy pozytyw słabej powieści.

Tym, co najbardziej mnie irytowało, kiedy czytałam była główna bohaterka. Niezwykle denerwująca i głupia nastolatka Marzena, która co chwila zmienia zdanie i sama nie wie czego chce. Wyjątkowo zabawne i chwilowo żałosne były dla mnie jej miłosne ekscesy. Przygotowałam parę smaczków z jej niezwykle gorącego romansu z pewnym Pawłem, który jak się można domyślić jest największym przystojniakiem w szkole, o ile nie w danym mieście.

"Nastawiłam koncert fortepianowy Beethovena, żeby Paweł uznał mnie za kogoś wyjątkowego, kto nie słucha muzyki takiej jak wszyscy, a jest bardziej wysublimowany."

"...znacznie rzadziej się spotykaliśmy, poza tym przestał być już taki czuły, jakby coś między nami pękło. Tak bardzo starałam się być miła, przyjacielska, dobra, cudowna..."

"Zrezygnowałam z muzyki klasycznej, teraz katowałam go Beatlesami, bo kiedyś mi powiedział, że ich lubi, a on wciąż sprawiał wrażenie, jakby był niezadowolony. Wychodziłam z siebie, żeby zakochał się we mnie na nowo, a im bardziej mi na nim zależało, tym bardziej słabł zapał z jego strony. Namawiałam go na kurs tańca w naszej szkole, bez przerwy o tym mówiłam. (...) Wykręcał się tak długo aż w końcu odpuściłam. Czym miałam go zatrzymać? Pozostało mi tylko udawanie kogoś podobnego do Julii, co było straszliwie żałosne. "

"Ciągle  myślałam jak zatrzymać Pawła. Niemal histerycznie starałam się okazywać mu moje uczucia, choć czułam, że jest nimi zmęczony. Miałam w zanadrzu jeszcze jeden pomysł, ale wolałam zostawić go na koniec. Chciałam mu się oddać, by ode mnie nie odszedł."

"Oddałam się Pawłowi kilka dni później (...) Zadbałam o wszystko: nastrój, jedzenie, świece. (...) A jeśli zajdę w ciążę? Nie miałam odwagi kupić prezerwatyw (...) Sama myśl, iż ktoś mógłby to skomentować, a rodzice w jakiś magiczny sposób się dowiedzieć, paraliżowała mnie bardziej, niż lęk przed ciążą. "


Wydaje mi się, że powyższe cytaty z książki najlepiej obrazują jaką osobą, jest nasza główna bohaterka. Ciągle udaje kogoś, kim nie jest, nie potrafi nawiązywać poprawnych relacji z ludźmi, ignoruje przyjaciółki, a w chwilach kiedy potrzebuje wsparcia wymaga od nich uwagi, uważa się detektywa skuteczniejszego od policji, jest okropnie niedojrzała emocjonalnie.

Apogeum mojej niechęci do niej nastąpiło w momencie, kiedy przeczytałam fragment "Chciałam mu się oddać, by ode mnie nie odszedł.". Boli mnie świadomość, że ta postać jest wzorowana na prawdziwych nastolatkach, które naprawdę myślą, że seks sprawi, że ich wymarzony chłopak, który od dawna ma je gdzieś, nagle postanowi zostać przy nich na zawsze. Nie zostanie. Tak jak bohater książki skorzysta z okazji, a potem odejdzie. Pomijam brak rozumu i ryzykowanie ciążą w wieku 17 lat, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś jest na tyle dojrzały, żeby uprawiać seks powinien też mieć na tyle odwagi, żeby przejść się do sklepu lub apteki po prezerwatywy. Jestem ciekawa, jak Marzena zareagowała by na ciążę, skoro tak panicznie bała się, że rodzice dowiedzą się, że kupiła prezerwatywy.

Pomijając główną bohaterkę, która zdecydowanie jest najgorsza w całej książce, tym co spowodowało, że ją odłożyłam jest też kompletny brak napięcia i jakiejkolwiek akcji. Niby mamy do czynienia z zagadką do rozwiązania, ale całość jest tak słabo rozegrana, że nie ma w niej nic emocjonującego.

Z początku miałam plany dokończenia książki, ale w momencie, kiedy męczyłam się z nią już bardzo długo trafiłam na post dotyczący tego tytułu w jakiejś książkowej grupie na Facebooku. Autorka postu miała podobne odczucia do mnie i pytała jedynie o zakończenie, więc kiedy już wiedziałam jaki jest finał postanowiłam to rzucić i zabrać się za przyjemniejszą lekturę.

Nie polecam. Dla mnie nie jest to thriller, kryminał i żadna sensacja. Książka jest po prostu słaba i szkoda na nią czasu. A przecież życie jest za krótkie, żeby czytać słabe książki.


środa, lipca 10, 2019

Przytulajka - zbiór opowieści

Przytulajka - zbiór opowieści
Ta cudowna "Przytulajka" to prezent od mojej mamy, który skutecznie przełamał moją blokadę, jaka ostatnio nie pozwalała mi przeczytać żadnej książki. Jest świetną pozycją dla wszystkich tych, którzy mają ochotę na niezobowiązującą, lekką lekturę, którą najlepiej czyta się w towarzystwie ukochanego czworonoga. To coś, co zadowoli każdego zwierzoluba.




Autor:
Tytuł: Przytulajka
Ilość stron: 464
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Kategoria: zbiór, literatura obyczajowa, romans



"Lubisz się przytulać? Autorki najpiękniejszych powieści obyczajowych stworzyły opowiadania pełne miłości do domowych pupilów. Przygotuj kubek herbaty, ciepły koc i wtul się w nasze rozgrzewające historie.

„Przytulajka” to trzynaście chwytających za serce opowieści, w których psy, koty i inni czworonożni przyjaciele namieszają w życiu swoich właścicieli. Zwierzaki pomagają zatrzymać się w codziennej gonitwie i dostrzec serdeczność innych ludzi. Może miłość czeka bliżej, niż myślisz?

Ciche mruczenie, miękkie futerko, merdający ogonek i oklapnięte uszko zawsze wywołują uśmiech na twarzy. "
-opis z tyłu okładki

Od jakiegoś tygodnia męczę książkę Grabowskiej "Ostatnia chowa klucz", idzie mi to strasznie opornie, ale jestem uparta i wciąż mam nadzieję, że akcja się rozkręci, a ja po seansie czytania nie będę miała wyrzutów sumienia, że zmarnowałam tyle cennego czasu, który mogłam spokojnie przeznaczyć na inny cel. Po tym, jak mama przyniosła mi "Przytulajkę" postanowiłam jednak zrobić sobie małą przerwę od tego marnego thrillera i poczytać coś przyjemniejszego. Szczególnie że od razu urzekła mnie okładka i opis znajdujący się z tyłu książki. Uroczy piesek i zapowiedź chwil spędzonych z opowieściami o futrzakach i miłości były wystarczającą zachętą. Przepadłam na cały dzień i jeden krótki poranek, bo wtedy została mi już tylko ostatnia opowieść.

Całość potraktowałam raczej jak weekendowe czytadło, które ma na celu odmóżdżyć czytelnika i oderwać od rzeczywistości. Opowieści w kilku przypadkach moim zdaniem są odrobinę przesłodzone, a te skupiające się na wątku miłosnym zahaczały o fabułę rodem z taniego Harlequina.
Pomijając te powyższe to muszę dać dużego plusa autorkom. Bardzo podoba mi się fakt poruszania poważnych problemów naszych czasów w tak miłej i przyjemnej formie. Przeczytamy o chorobliwym dążeniu do utraty wagi, życiu na emigracji, żałobie i wykańczającej pracy, która często zaślepia inne wartości. We wszystkich opowieściach swój udział mają zwierzaki, ale nie tylko pospolite kotki i pieski, będziemy mieć do czynienia także z jeżami, końmi, czy nawet gęsiami.

Niektóre niezwykle zabawne, inne wzruszające, przy których musiałam powstrzymywać łzy, kolejne  niosące ciche przesłanie do czytelnika oraz takie, które po prostu przyjemnie się czyta. Wszystkie na pewno trafią w serce każdego zwierzoluba, a "Przytulajka" zajmie wyjątkowe miejsce na jego półce.

Polecam każdemu miłośnikowi zwierząt i osobom o dobry, wrażliwym sercu. Nie jest to jakaś górnolotna literatura, ale czytadło na miły wieczór spędzony przy herbacie i dobrym futrzastym towarzystwie.

środa, lipca 03, 2019

Podsumowanie: czerwiec 2019

Podsumowanie: czerwiec 2019

Lipiec już do nas zawitał, więc pora na krótkie podsumowanie czerwca. Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że jestem zadowolona z tego, co udało mi się zrobić w ciągu tego miesiąca.

W skrócie:

Ilość postów: 5
Wyświetlenia: 607
Komentarze: 2
Obserwatorzy: 90
Najczęściej wyświetlany wpis: Bestie. Zbrodnie i kary - Janusz Maciej Jastrzębski

Aktualnie jestem w trakcie poszukiwania książki, która by mnie urzekła. Przejrzałam całą półkę i nic nie zainteresowało mnie na dłużej niż kilka stron. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach ta sytuacja się zmieni ☺


czwartek, czerwca 27, 2019

Książki do których chętnie wracam

Książki do których chętnie wracam
Prowadząc bloga z recenzjami książek staram się ciągle szukać czegoś nowego - nowych tytułów, gatunków i autorów, żeby nie było monotonnie, a każdy czytelnik mógł znaleźć u mnie coś dla siebie. Są jednak książki, które pomimo tego, że znam bardzo dobrze mają swoje wyjątkowe miejsce na mojej półce i często do nich wracam, kiedy mam wolną chwilę lub zastój czytelniczy.



1. Jedną z moich ulubionych książek jest zbiór nowel Edgara Allana Poe, który wygrałam w konkursie, kiedy byłam w podstawówce. "Opowieści tajemnicze i szalone" zawierają w sobie 4 historie: "Czarny kot", który doczekał się swojej recenzji na blogu <tutaj>, "Maska czerwonej śmierci", "Zagłada domu Usherów" i "Żaboskoczek".

Moja ulubiona historia to oczywiście "Czarny kot", bo od zawsze jestem wielbicielką tych zwierząt, a od niedawna właścicielką własnego czarnego kota. Kiedy poznałam ją w podstawówce była dla mnie smutną historią futrzaka, teraz po powtórnym przeczytaniu stała się opowieścią o tym, co robi z człowiekiem alkoholizm. Za to lubię tego autora, kiedyś jego nowele były dla mnie horrorami i kryminałami, teraz prawie 10 lat później dostrzegam w nich inne wartości niż wtedy i mogę odkrywać je na nowo.



2. Kolejną książka do której chętnie wracam jest każda, w której występuje doktor David Hunter. Jest to postać z mojej ulubionej serii Simona Becketta. Na blogu na razie ukazało się kilka recenzji książek z tej serii i znajdziecie je <tutaj>. W przyszłości zamierzam opisać je wszystkie.

Na ten moment w serii ukazały się:

Chemia śmierci
Dzień jak dzień
Zapisane w kościach
Szepty zmarłych
Wołanie grobu
Niespokojni zmarli
Zapach śmierci


Tym, co najbardziej lubię w twórczości Becketta jest ogrom ciekawostek z dziedziny antropologii i medycyny. Osobiście jestem zainteresowana tą niezwykłą dziedziną, ale myślę, że osoby, które niekoniecznie są jej pasjonatami też znajdą w jego książkach atrakcyjne dla siebie wątki.

Tym, co bardzo lubię w tej serii jest też główny bohater, który pierwszej chwili może się wydawać osobą zimną, zamkniętą w sobie, ale wraz z każdą kolejną stroną zagłębiamy się coraz bardziej w jego historię i zaczynamy rozumieć, dlaczego miły, ciepły, sympatyczny i inteligentny mężczyzna sprawia takie wrażenie.



3. "Dewey. Wielki kot w małym mieście" autorstwa Vicki Myron i Bret Witter to książka na którą trafiłam już w podstawówce i bardzo często do niej wracam. Kocham postać Deweya, a jeszcze bardziej to jaki efekt wywołuje u mnie ta historia. To jedna z niewielu pozycji, która potrafi tak bardzo podnieść mnie na duchu i przywrócić wiarę w ludzkość w najgorszych chwilach.

"Opowieść o kocie Deweyu nie mogła zacząć się gorzej: w najzimniejszy dzień roku został wrzucony do metalowej skrzyni na książki Biblioteki Publicznej w Spencer w stanie Iowa. Nikt nie przypuszczał, że w chwili, gdy zaopiekuje się nim szefowa biblioteki Vicki Myron, odmieni się los całego zagrożonego kryzysem miasteczka. Dzięki urokowi, mądrości i idącym z nią w parze psotom Deweya niepozorna biblioteka staje się centrum Spencer, a jego mieszkańcy zaczynają wierzyć w swój dobry los.

Ta podnosząca na duchu historia to nie tylko dzieje niezwykłego kota, który podbił świat, ale też poruszająca historia podobnych nam ludzi i ich problemów."
-opis z tyłu okładki

A wy do jakich tytułów chętnie wracacie?


Copyright © 2016 Czytam, polecam... , Blogger