Dziennik Cwaniaczka. Totalna demolka - Jeff Kinney

wtorek, lipca 07, 2020

Dziennik Cwaniaczka. Totalna demolka - Jeff Kinney

Dzisiaj ma przyjemność powitać Was moim małym powrotem do dzieciństwa! W marcu ukazała się kolejna, już 14 część serii Dziennik Cwaniaczka, której wielką fanką byłam kilka lat temu. Te pełne humoru, wypełnione rysunkami książki są jednymi z tych, przez które pokochałam czytanie oraz zaczęłam zbierać swoje wspomnienia w dziennikach, które dziś przekształciły się w pełni spersonalizowane kalendarze wypełniane przeze mnie wszelkiego rodzaju zdjęciami, biletami i pocztówkami. Moim zdaniem to piękna pamiątka, która w przyszłości sprawi mi wiele radości podczas przeglądania tych skarbów.


Autor: Jeff Kinney
Tytuł: Dziennik Cwaniaczka. Totalna demolka
Seria: Dziennik Cwaniaczka
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Kategoria: literatura młodzieżowa, literatura dziecięca



"Remont domu?! To chyba najgorszy pomysł, na jaki kiedykolwiek wpadła mama. Poznajcie głównych bohaterów tej pięknej katastrofy: koty grzęznące w świeżutkim betonie, trującą pleśń, osy kloaczne, myszy w ścianach, latającą wannę i dyszących żądzą zemsty sąsiadów. Czy Heffleyowie przetrwają totalną demolkę, czy będą musieli zacząć od zera w innym mieście, najlepiej pod zmienionym nazwiskiem?" -opis z tyłu książki

Szczerze mówiąc to trafiłam na tą książkę zupełnie przypadkowo podczas przeglądania nowości w bibliotece, ale od razu widziałam, że chcę ją wypożyczyć i przeczytać jak najszybciej. Moje pierwsze "cwaniaczki" czytałam jeszcze w podstawówce, czyli ponad 9 lat temu i były to jedne z moich ulubionych książek. Nigdy nie miałam problemu z czytaniem, ale momentami po prostu mi się nie chciało i wtedy na ratunek przychodziły właśnie one.

Mimo że poszczególne części mają dość dużą ilość stron jak na książkę dla dzieci to w większości wypełnione są one rysunkami dopełniającymi treść, które w moim przypadku stanowiły zachętę do pochłaniania kolejnych stron tekstu. Bardzo mi się podobały i podobają nadal, nie raz wywołały uśmiech na mojej twarzy podczas czytania. Myślę, że dla dzieci i młodszej młodzieży, która niekoniecznie ma ochotę na czytanie będzie to odpowiednia seria "na zachętę". I chodzi mi teraz o zachętę dla tych, którzy powinni ćwiczyć czytanie, aby doskonalić tę umiejętność, bo sobie z nią nie radzą, a nie o spełnianie czytelniczych ambicji rodziców, bo takie przypadki też spotykałam na swojej drodze. Od dłuższego czasu rozważam też napisanie posta na ten temat, jednak jakoś nie mogę się za niego zabrać. Dla jasności: jeśli mamy dziecko, które nie radzi sobie z czytaniem, ma problemy i musi ćwiczyć tę umiejętność na czymś więcej niż tylko lektury szkolne, które niejednokrotnie potrafią do tego zniechęcić → polecam Dziennik Cwaniaczka, ponieważ zachęca bogactwem śmiesznych rysunków oraz jest naprawdę lekką i przezabawną serią. Myślę, że sprawdzi się zarówno dla dziewczyn, jak i dla chłopców. Głównym bohaterem jest młody chłopak Greg, który w pierwszej części dostaje od swojej mamy dziennik, po to, aby opisywać w nim swoje emocje. Początkowo podchodzi do tego sceptycznie, jednak potem stwierdza, że jeśli zostanie już bogatym i sławnym człowiekiem o wiele łatwiej będzie mu dać owy dziennik reporterom chcącym poznać historię jego życia, niż odpowiadać na ich męczące pytania o swoją przeszłość. Tym sposobem czytelnicy otrzymują już 14 dawkę niesamowitych i pełnych humoru przygód Grega. 

Dla mnie lektura Totalnej demolki była miłym powrotem do świata Grega i z chęcią przypomnę sobie poprzednie części w wolnej chwili. Z czystym sumieniem mogę polecić całą serię i zachęcam rodziców, nauczycieli, bibliotekarzy do podsuwania jej dzieciakom.


Podsumowanie: czerwiec 2020

środa, lipca 01, 2020

Podsumowanie: czerwiec 2020


Witam w lipcu!

Tak bardzo się cieszę, że wszystkie czerwcowe egzaminy mam już za sobą! O wiele łatwiej teraz zająć mi się innymi sprawami, bo nie mam ciągłego poczucia winy, że marnuję czas i się nie uczę.
Moje miesięczne podsumowanie może wydawać się słabe, jednak od razu po napisaniu ostatnich testów rzuciłam się w wir czytania. Jest tyle książek, które na mnie czekają, tyle tekstów, które chciałabym napisać i wciąż pojawiają się nowe. Czasem dołuje mnie to, że w życiu nie wystarczy mi czasu na to, aby przeczytać wszystkie książki, jakie kiedykolwiek się pojawiły. Myślę, że może być nawet problem z przeczytaniem wszystkich należących do jednego gatunku ☺
Mogę szczerze powiedzieć, że w ostatnim tygodniu przeczytałam naprawdę wiele, bo aż 4 książki, a teraz jestem w połowie piątej. Można po tym wnioskować, że ulga jaką poczułam po napisaniu wszystkich egzaminów wyszła mi na dobre, jednak ze względu na mój książkowy głód i piękną pogodę zachęcającą do czytania w plenerze, jak i również do uprawiania wszelakich sportów jest mi ostatnio trochę nie po drodze z pracą przy komputerze. Nawet do tego wpisu zasiadałam z pewną niechęcią, jednak w tym momencie całkiem przyjemnie mi się pisze.

W kolejnych dniach będę musiała zasiąść do napisania tekstów o 3 nowościach, jakie w ostatnim czasie pojawiły się na horyzoncie. W moje ręce trafiło też kilka książek z biblioteki o całkiem ciekawej tematyce. Mam szczerą nadzieję, że zmobilizuję się do napisania o nich wszystkich jak najszybciej, tak aby skupić się na kolejnych ☺

Czerwiec w skrócie:
Wyświetlenia: 1 948
Posty:
4
Komentarze: 8
Obserwatorzy:
96
Najchętniej czytany post: Spójrz mi w oczy, Audrey - Sophie Kinsella


Jak widać czerwiec wypada słabo, jednak to wina mojego braku chęci do pisania. Każdy ma swoje gorsze i lepsze dni, w każdej dziedzinie i wielu sprawach, ale dla mnie zdecydowanie najbardziej męczące są te, kiedy nie mam ochoty na "robienie bloga". Wiadomo mogłabym napisać cokolwiek, zawszeć swoją opinię o książce w kilku zdaniach, jednak wtedy byłabym na siebie zła, że się nie postarałam, że nie jest to taki tekst, jaki ja bym chciała znaleźć na innej stronie dotyczącej książek. W takich momentach wolę przeczekać kryzys i wrócić do pisania za kilka dni, kiedy znów będę robić to z przyjemnością.

Z mojej strony to tyle ☺ Miłego lipca!

Morze. Odpływ - Grzegorz Gortat

niedziela, czerwca 28, 2020

Morze. Odpływ - Grzegorz Gortat

Książka, która już od dłuższego czasu czekała na swoją recenzję. Spędziłam z nią 2 miłe dni w otoczeniu natury, na ławeczce w lesie. Mimo, że to zaledwie 120 stron to naprawdę potrafią one zrobić wrażenie na czytelniku.


Autor: Grzegorz Gortat
Tytuł: Morze. Odpływ
Ilość stron: 120
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: literatura młodzieżowa


"Upalny lipiec, rodzinne wczasy nad morzem.
Patryk, zafascynowany sztuką, pełen planów na przyszłość, zapełnia z satysfakcją szkicownik nowymi rysunkami.
Rodzice odpoczywają w plażowych koszach. Czas mija powoli, gdy nagle zdarza się coś, co w jednej chwili burzy spokój tego letniego dnia, coś, co staje się początkiem serii nieoczekiwanych wydarzeń i przekreśla fascynujące plany, na długi czas, a może na zawsze.

O czym jest ta książka? O kilku sekundach, które raz na zawsze odmieniają życie. O wyrzutach sumienia, które nie pozwalają wymazać z pamięci własnego tchórzostwa. O wstydliwej przeszłości, z którą prędzej czy później musimy się zmierzyć."
-opis z tyłu książki

Co mogę powiedzieć o tej książce?
Podobała mi się. Jak na wakacyjne czytadło jest dość krótka, jednak treściwa. Opowiada o poczuciu winy, radzeniu sobie z nim oraz o tym jak niewiele trzeba, żeby zupełnie odmienić życie człowieka.

Głównym bohaterem jest młody chłopak, Patryk. To on powoli odkrywa przed nami zdarzenia z przeszłości, które przyczyniły się do jego aktualnego stanu. Jest to powolny, niespieszny proces, trochę trzymający czytelnika w napięciu i czekający z elementem kulminacyjnym do samego końca historii. Równocześnie mamy też przyjemność towarzyszyć Patrykowi w zdarzeniach teraźniejszych, w posiłkach z rodzicami, w wizytach w muzeum oraz innych miejscach, które odwiedza. Jest to cichy, wrażliwy i inteligentny chłopak.

Myślę, że największym plusem książki jest to, że trzyma w napięciu najdłużej jak się da i angażuje czytelnika w historię, której jest świadkiem. Autor nie zdradza wszystkich szczegółów od razu, co prowokuje czytelnika do intensywnego myślenia nad tym, co mogło się wydarzyć i sprawdzania swoich teorii. Jest to świetnie zbudowane i w przeciwieństwie do wielu książek, w których był wykorzystany podobny zabieg, w tym przypadku nie mamy do czynienia z oczywistym zakończeniem, którego można się domyślić na samym początku lektury.



Bardzo podobają mi się też postacie występujące w książce. Patryk jako główny bohater jest naprawdę świetnie wykreowany, podobnie jak starszy pan będący ochroniarzem w muzeum oraz kolega, którego Patryk spotyka na swojej drodze. Wszystkich ich bardzo polubiłam, sceny z ich udziałem były moimi ulubionymi, nie zabrakło też momentów, kiedy łezka zakręciła mi się w oku.
Przeciwnie było z sytuacjami, w których brali udział rodzice chłopca. Moim zdaniem można by bardziej skupić się na ich postaciach, rozwinąć je i dodać im nieco charakteru, można by też bardziej rozwinąć ich udział w całej historii, skupić się bardziej na tym, jak oni przeżywają wszystkie te sytuacje. Tego mi brakowało.

Całość oceniam bardzo pozytywnie, miło mi się czytało, książka porusza tematykę poczucia winy, szukania sposobów na walkę z wyrzutami sumienia, cierpienia oraz tego, jak w ułamku sekundy może zmienić się życie tak wielu ludzi. Można wyciągnąć z niej naprawdę wiele nauk i zmusza do refleksji. Dla wielu osób dużym plusem będzie też krótka forma, a w przypadku tego tytułu w 120 stronach zawarte jest naprawdę mocne i wartościowe  przesłanie.

Spójrz mi w oczy, Audrey - Sophie Kinsella

czwartek, czerwca 18, 2020

Spójrz mi w oczy, Audrey - Sophie Kinsella

Matury za mną, więc mogę zabrać się za bloga! Na pierwszy ogień idzie książka, która dostałam jakiś czas temu i jakiś czas temu już ją przeczytałam, jednak z wiadomych powodów ciężko było mi wygospodarować czas na napisanie poświęconego jej tekstu.

W planach miałam też makijaż inspirowany okładką tej książki, robiłam już coś w tym stylu, kiedy pisałam recenzję To nie jest, do diabła, love story - Julii Biel i spotkało się to z pozytywną reakcją z waszej strony, ale też sprawiło mi dużo przyjemności, bo lubię mocniejsze makijaże, więc chciałabym częściej dodawać takie zdjęcia. Dla zainteresowanych, makijaż pojawił się na moim Instagramie, ale możecie zobaczyć go też na Facebooku. W tych miejscach również pojawią się kolejne makijaże inspirowane okładkami, więc zachęcam do obserwowania ☺

Ale wracając do książki...



Autor: Sophie Kinsella
Tytuł: Spójrz mi w oczy, Audrey
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Media Rodzina
Kategoria: literatura młodzieżowa


Mamy tutaj naprawdę ciekawą historię. Szczerze mówiąc to gdybym nie musiała odrywać się od czytania z powodu obowiązków i nawału pracy miałabym ją za sobą w jeden wieczór. Jest to tytuł, który pozwoli nam oderwać się od rzeczywistości, stresu, problemów i zapewni miłe chwile, dawkę humoru i troszeczkę wiedzy.

"Audrey nie może wyjść z domu.
I nawet w domu nie waży się zdjąć okularów przeciwsłonecznych.

W jej życiu niespodziewanie pojawia się Linus, kolega brata.
Za pomocą przyjacielskiego uśmiechu i zabawnych liścików zaczyna wywabiać dziewczynę z powrotem do normalnego życia - no w każdym razie najpierw do Starbucksa, ale to dobry początek. Audrey czuje, że z Linusem u boku potrafi się zdobyć na rzeczy, które przedtem za bardzo ją przerażały.

Przygotuj się na to, że będziesz się smucić i śmiać razem z Audrey, marzyć z nią i mieć nadzieję.

A nawet kiedy pomyślisz, że zupełnie się pogubiłaś, miłość i tak cię znajdzie."
-opis z tyłu okładki

Opis, który znajdziemy na odwrocie książki sugeruje nam jak będzie toczyć się historia Audrey. Dziewczyna cierpi na zaburzenia lękowe, z powodu których nie chodzi do szkoły, nie wychodzi z domu, nie spotyka się z ludźmi, obcuje jedynie ze swoją najbliższą rodziną. Pod wpływem znajomości z przyjacielem brata, Linusem, zaczyna wprowadzać zmiany w swoim życiu.

Mimo tego, że przyjemnie mi się czytało historię Audrey to znalazło się naprawdę wiele rzeczy, które mi się nie podobały. Pierwszym, co mnie strasznie irytowało było nawiązywanie do przeżyć Audrey, które przyczyniły się do jej choroby. Wiemy, kto to zrobił, kiedy to zrobił, ale w żadnym momencie nie jest powiedziane, co takiego dokładnie się wydarzyło, a zdarzenie wywołujące depresję i stany lękowe musiało być naprawdę traumatyczne i chciałabym je poznać, aby lepiej wczuć się w sytuację bohaterki. Niestety było mi dane poznać jedynie skutki tych wydarzeń.

Druga rzecz, na którą zwróciłam uwagę było nierealne zachowanie poszczególnych osób w niektórych sytuacjach. Akacja dzieje się głównie w domu Audrey, a bohaterami najczęściej jest jej rodzina składająca się z rodziców i dwóch braci, z czego tylko ci wspomniani wcześniej bracia są normalni, a raczej zachowują się typowo dla swojego przedziału wiekowego i robią rzeczy, których można się po takowym spodziewać. Gorzej z rodzicami, bo niejednokrotnie miałam wrażenie, że matka Audrey jest jakaś "nie-ten-tego" i przejawia szereg dziwnych, nieracjonalnych, nielogicznych zachowań, a jej ojciec jakby wcale nie chciał być ojcem.

Trzecim, co troszeczkę mnie zawiodło, bo wydało mi się mało przekonujące i realne, było tempo, w jakim Audrey zmienia swoje zachowanie. Rozumiem, że spotkała chłopaka, zadziałały uczucia, ale jeśli w ciągu długiej terapii nie uczyniła żadnych spektakularnych postępów to tym bardziej nie poczyni ich z nowo poznaną osobą. Może jestem pesymistką i widzę wszystko w czarnych barwach, ale moim zdaniem to jest naprawdę mało prawdopodobne.

Ogółem nie oceniam książki negatywnie, bo jest miła w odbiorze i przyjemnie się ją czyta, dopiero po głębszej analizie zaczęła mnie razić w oczy powyższymi mankamentami. Nie jest to poważna literatura dotycząca choroby, raczej mało wymagająca młodzieżówka, zapewniająca dawkę humoru, szczyptę romansu i poruszająca temat zaburzeń psychicznych. Idealnie sprawdzi się dla osób, które nie lubią książek ciężkich psychicznie, a lekkie i przyjemne czytadła. Ja raczej jestem typem, który lubi bardzo wgłębić się w problem i nie przeszkadza mi duży ładunek emocjonalny, więc historia Audrey nie powaliła mnie na kolana.

Podsumowanie: maj 2020

niedziela, czerwca 14, 2020

Podsumowanie: maj 2020


Wiem, że już prawie połowa czerwca, jednak u mnie nadszedł czas na podsumowanie maja. W ostatnich dniach skupiałam się głównie na maturach, które skończą się dla mnie we wtorek, przez co nie miałam czasu na zaglądanie tutaj, ale czekają mnie jeszcze tylko egzaminy zawodowe za tydzień i będę wolna.

Jestem zdania, że mimo wszystkich moich przygotowań maturalnych i ogarniania innych rzeczy w tym czasie, moja aktywność na blogu jest na zadowalającym poziomie. Oczywiście chciałabym, żeby tekstów było trochę więcej, niż cztery, ale nie byłabym w stanie zrobić tego tak, aby nie ucierpiały na tym inne obszary mojego życia.

Maj  skrócie:
Wyświetlenia: 1 038
Posty:
4
Komentarze: 16
Obserwatorzy:
96
Najchętniej czytany post: Zwariowane opowieści - Gudule


Póki co, czerwiec na blogu zapowiada się bardzo ciekawie, bo na moim biurku stale rośnie stosik nowości od Media Rodzina, za sobą mam już 2 tytuły, które czekają na recenzje, więc jest gwarancja, że 2 teksty pojawią się na 100%. Co do reszty to nie jestem pewna, bo o ile książkę jestem w stanie zabrać ze sobą i czytać wszędzie to z laptopem nie jest już tak pięknie i czasem ciężko znaleźć mi te kilka godzin na napisanie tekstu. Wstępnie planuję zabrać się za pisanie w środę, kiedy biologię rozszerzoną będę miała już z głowy, ale zobaczymy jak to wszystko się potoczy.
Do zobaczenia wkrótce.

Zobacz również:

Copyright © Czytam, polecam... , Blogger