Podsumowanie: sierpień 2018

niedziela, września 02, 2018

Podsumowanie: sierpień 2018


Sierpień za nami kochani, więc pora na podsumowanie. Jestem zdania, że to najlepszy miesiąc w mojej blogowej karierze. Nie tylko udało m się napisać o połowę więcej postów niż zazwyczaj, ale też zaczęli do mnie pisać ważni z perspektywy blogera ludzie.

Zacznę od standardowych wartości liczbowych:

W skrócie:
Ilość postów:
12
Wyświetlenia: 3215
Komentarze: 18 (bez moich odpowiedzi)
Obserwatorzy: 84
Najczęściej wyświetlany wpis: Balsam dla Duszy miłośnika kotów


Jak widać postów było aż 12, co niezmiernie mnie cieszy i mam nadzieję, że teraz, w trakcie roku szkolnego uda mi się to utrzymać przynajmniej na poziomie 8-10.

Bardzo się tez cieszę, że Balsam dla Duszy miłośnika kotów miał najwięcej wyświetleń i prawie dwa razy tyle, co inne. Przed opublikowaniem tego wpisu miałam wątpliwości, ponieważ czułam, że to nie jest szczyt moich możliwości, ale ku mojej radości został ciepło przyjęty.

Wspominając o ważnych osobach we wprowadzeniu miałam na myśli współpracę z wydawnictwem, jaką mi zaproponowano. Na razie nie będę wchodzić w szczegóły, wszystko to będzie w osobnym wpisie, dotyczącym tej właśnie współpracy. Piszę o tym teraz, ponieważ od chwili, w której przeczytałam e-mail z propozycją czuję się dużo lepszą blogerką. Mam wrażenie, że te teksty, które tworzyłam przez rok w końcu zostały docenione, a ja jestem coś warta ☺ Lepszego "prezentu" na rok bloga nie mogłam sobie wyobrazić!
W lipcu dosłownie w ostatni dzień pisałam recenzję książki, której autor sam wysłał mi e-book i zaproponował, żebym go opisała. To też było bardzo budujące i dało mi potężnego kopa. 12 postów w jednym miesiącu mówi chyba samo za siebie ☺ Mam nadzieję, że wrzesień minie mi podobnie.

Nie mam sprecyzowanych planów na ten miesiąc. Chcę tylko pisać, pisać i pisać, co może stać się problemem, bo rozpoczyna się szkoła i będę miała ograniczony czas. Wcześniej w szkolnych miesiącach pisałam średnio 5 postów, ale chcę to ponieść, co najmniej do 8. Dwa wpisy tygodniowo powinnam spokojnie pogodzić z popołudniowymi zajęciami koła plastycznego 2 razy w tygodniu, zajęciami sportowymi w szkole raz w tygodniu i odrobiną aktywności (rolki, bieganie) codziennie wieczorem . Zobaczę jak mi pójdzie, w razie czego jestem przygotowana na rozpisanie sobie dokładnego planu, aby wykorzystać efektywnie każdą minutę. Dużym plusem w takiej sytuacji będzie to, że mieszkam w internacie i harmonogram dnia zawsze jest taki sam. 7.30 śniadanie, 13.00 obiad, 16.00-18.00 nauki, 18.00 kolacja. To na pewno pomoże mi się zorganizować bardziej, niż sytuacja w domu, gdzie posiłki jemy o różnych porach, w zależności od tego, jaką mama ma zmianę w pracy.

Z moich planów to tyle, miłego września!

Balsam dla Duszy miłośnika kotów - Jack Canfield, Mark Victor Hansen i inni

piątek, sierpnia 31, 2018

Balsam dla Duszy miłośnika kotów - Jack Canfield, Mark Victor Hansen i inni

Tym razem przychodzę do was z recenzją czegoś innego niż thriller medyczny Robina Cooka. Postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę i przeczytać coś innego gatunku. Padło na Balsam dla Duszy, na który natknęłam się w miejskiej bibliotece już jakiś czas temu. Jako zawodowa kociara musiałam go wypożyczyć! I nie żałuję ☺


Spójrzcie tylko na tą słodką mordkę na okładce ♥ Już sama oprawa jest piękna i cudowna, a wnętrze książki mnie uwiodło.

Autorzy:
Jack Canfield, Mark Victor Hansen, Marty Becker, Carol Kline, Amy D. Shojai
Tytuł: Balsam dla Duszy miłośnika kotów
Seria: Balsam dla Duszy
Ilość stron: 440
Wydawnictwo: Rebis
Gatunek: literatura piękna, literatura współczesna

Jeśli ktoś z was zaglądał na zakładkę o mnie na blogu pewnie wie, że mam swoją małą kocicę. W sumie to już nie taką małą, bo ma 5 lat, ale dla mnie zawsze będzie tą drobną, puchatą kulką, którą znalazłam na podwórku w pierwszy dzień wakacji. Lusia, bo tak ma na imię, obróciła nasz dom do góry nogami, to zdecydowanie najzabawniejszy i najbardziej rozbrykany kot, jakiego kiedykolwiek widziałam. Czytając Balsam dla Duszy zastanawiałam się, co by z nią było, gdybym wtedy na nią nie trafiła. Ona pewnie zginęłaby szybko jak większość wolno żyjących kotów, a ja nie miałabym w domu tej małej rozrabiaki, która czasami tak harcuje, że nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać - oczywiście ze śmiechu.

Balsam dla Duszy miłośnika kotów to zbiór opowiadań, z których kilka jest łudząco podobnych do historii mojej Lusi. Czytamy o kotach, które musiały przejść swoje w życiu, ale w końcu trafiają do miejsc, które gwarantują im spokój, bezpieczeństwo i miłość na długie lata. W książce jest wiele historii, które pokrzepiają i utwierdzają czytelnika w przekonaniu, ze na świecie są jeszcze dobrzy ludzie, którzy mają wielkie, dobre serca otwarte na potrzeby istot mniejszych. 

Są też historie, które sprawiają, że łezka kręci się w oku, ale także takie, które sprawiły, że nie mogłam powstrzymać łez i musiałam przerywać czytanie, bo już nic nie widziałam. Szczerze mówiąc na początku, kiedy wzięłam tę książkę do ręki zastanawiałam się jakim cudem może ona być Balsamem dla Duszy, skoro ja ciągle płaczę ☺ No cóż, takie życie wrażliwej osoby.

Narratorami opowiadań są weterynarze, osoby zajmujące się kotami w schroniskach i przytuliskach, ludzie nielubiący kotów oraz osoby, których życie drastycznie się zmieniło po tym jak trafili na przepisanego im przez los kociaka. To opowieści, które trafiają prosto w serce ♥

Muszę zwrócić uwagę nie tylko na wnętrze książki, ale też na jej wygląd. Mamy tutaj do czynienia z twardą oprawą oraz niezwykle efektywną szatą graficzną. Kociak na okładce wręcz zmusza potencjalnego obserwatora do zabrania książki ze sobą. Te słodkie, smutne oczka i puchaty pycholek...
Książka została wydana w 2008 roku, a nadal wygląda jak całkiem nowa, co pozwala mi sądzić, ze twarda okładka jest czymś, co niezwykle przedłuża żywot książki. Egzemplarz biblioteczny zapewne przeszedł przez setki rąk, a jest w idealnym stanie.

Polecam to cudo każdemu wielbicielowi kotów i słodkich zwierzątek, a także miłośnikom książek, które koją wrażliwe serce.


Marker - Robin Cook

środa, sierpnia 29, 2018

Marker - Robin Cook

Nadszedł czas na piątą część serii z Jackiem Stapletonem i Laurie Montgomery. Jak już wspominałam we wcześniejszych wpisach dotyczących tych książek moja miłość do głównych postaci rośnie wraz z kolejnymi tomami i mogę Was zapewnić, że z tym tytułem jest podobnie.

Dla zainteresowanych podaję drogę na skróty do poprzednich części:

CZĘŚĆ PIERWSZA - OŚLEPIENIE
CZĘŚĆ DRUGA - ZARAZA
CZĘŚĆ TRZECIA - CHROMOSOM 6
CZĘŚĆ CZWARTA - NOSICIEL


Autor: Robin Cook
Tytuł: Marker
Cykl: Jack Stapleton/Laurie Montgomery
Ilość stron: 496
Wydawnictwo: Rebis
Gatunek: thriller medyczny

Pewnie pamiętacie z wcześniejszych wpisów, że Cooka lubię dlatego, że potrafi dokładnie i szczegółowo opisać trudne procesy i zjawiska ze świata medycznego w sposób przystępny dla czytelnika, który na co dzień nie jest związany z medycyną. Tym razem już na samym początku trafiłam na szczegółowy opis zapłodnienia, który jest przedstawiony jako wyczerpujący i niebezpieczny bieg plemników, podczas którego będą ścigać się ze śmiercią, a wygrać może tylko jeden skazując pozostałe na krótki i frustrująco jałowy żywot. Mogę szczerze przyznać, że tak szczegółowego opisu drogi plemnika do komórki jajowej nie miałam nawet w szkole, gdzie przykładano szczególną uwagę na wiedzę o życiu człowieka. 
Zaraz po tym opisie zajmującym prawie dwie strony mamy opisane kolejne zjawisko, tym razem na poziomie molekularnym, które jest wprowadzeniem do tematyki tej części cyklu.

Muszę przyznać, że przy wcześniejszych książkach z tej serii doprowadzało mnie do szału marudzenie głównej bohaterki Laurie Montgomery o tym, że chciałaby mieć już dziecko. Dosłownie od samego początku jej myśli krążą wokół macierzyństwa, a wspomnę też o tym, że w ciągu tych pięciu tomów postarzała się o kilkanaście lat. Swoją drogą zastanawia mnie, o czym będzie ostatnia, jedenasta część? O domu starców? Wracając do Laurie i jej pragnień, mam wrażenie, że zaprzecza sama sobie, kilka książek o tym, jak to ona bardzo chce mieć dziecko, a gdy przychodzi co do czego to kompletne załamanie i pytania, co ja zrobię? Po prostu zdenerwowałam się podczas czytania. Duża ilość osób jest zdania, że czytanie jest nudne, ale to znaczy tylko tyle, że nigdy nie trafili na naprawdę emocjonującą książkę.

Pomijając irytujące zachowanie Laurie, tematyką książki jest tajemnicza i zagadkowa seria zgonów w szpitalu, którą bada właśnie ona. W pewnym momencie sytuacja rodzinna zmusza ją do wykonania badań na obecność genu warunkującego w przyszłości raka piersi i podwojone ryzyko raka jajnika. Niestety wyniki badań są pozytywne, a niedługo potem doktor Montgomery trafia do szpitala, w którym grasuje zabójca. 

Szczerze mówiąc, czytając o problemach pani doktor i grożącym jej niebezpieczeństwie byłam przekonana o tym, że to już jej koniec. Po jakimś czasie jednak uświadomiłam sobie, że jestem dopiero w połowie serii, więc coś takiego byłoby niemożliwe i niestety pozbawiłam się uczucia zaskoczenia w decydującym momencie historii. Myślę, że gdybym czytała tę książkę jako pojedynczą pozycję to na pewno do samego końca byłabym przekonana o nadchodzącej klęsce, a finalnie byłabym mile zaskoczona zakończeniem i sposobem, jakim autor rozwiązał sytuację.

Mam wrażenie, że w tej części Robin Cook najlepiej poradził sobie z wątkiem miłosnym i tutaj jest on najbardziej rozbudowany. Może właśnie dlatego też ta książka jest najgrubsza ze wszystkich, ale moim zdaniem to jej dodatkowa zaleta. Bardzo mi ulżyło, bo zostały wyjaśnione sprawy, które ciągną się za bohaterami od kilku części i powoli zaczęło mnie już irytować ich zachowanie. Ludzie krótko przed 50 rokiem życia, z mentalnością nastolatków. 

Pomimo kilku zgrzytów, jakie wystąpiły podczas mojej przygody z tą częścią cyklu stwierdzam, że jest ona dobrą książką. Szczególnie pozytywnienie oceniam napięcie, które wzrasta wraz z każdą przewróconą stroną i nieubłaganie zbliża się ku wielkiemu finałowi.

Korzyści płynące z prowadzenia bloga Czytam, polecam

niedziela, sierpnia 26, 2018

Korzyści płynące z prowadzenia bloga Czytam, polecam


Zamierzałam dzisiaj dodać post z recenzją kolejnej części serii o Jacku Stapletonie i Laurie Montgomery, ale szczerze mówiąc dzisiaj rano dopiero ją zaczęłam i jestem na 9 stronie...
Z tego względu przychodzę do Was ze wpisem, który miałam opracowany już od dłuższego czasu. Moim zdaniem pasuje do wcześniejszych tekstów wiążących się z rokiem działalności strony.

Zapraszam na 25 korzyści płynących z posiadania tego bloga:

1. Czytam więcej, żeby mieć o czym pisać.

2. Czytam o wiele szybciej, żeby móc zrealizować jak najwięcej tekstów w miesiącu.

3. Nauczyłam się czytać w każdych warunkach. Kiedyś musiałam mieć ciszę i spokój, a teraz wykorzystuję każdą wolną chwilę na czytanie, w szkole na korytarzu, w pociągu, w aucie, w autobusie, w kolejce.

4. Poznałam wiele nowych książek i wielu autorów, o których wcześniej nie słyszałam. Przykładem może być Colleen Hoover, Polina Daszkowa, Dariusz Pawłowski.

5. Pisanie sprawia mi przyjemność i wypełnia czas wolny.

6. Razem z blogiem założyłam kalendarz, który w przeciwieństwie do innych tego typu gadżetów prowadzę dotąd. Kiedyś porzucałam to po miesiącu, dwóch, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego. Mam w nim daty postów, notatki o książkach, potrzebne mi listy, pomysły na wpisy, a także wpisuję daty testów w szkole i wklejam zdjęcia i pamiątki z wyjazdów.

7. Udało mi się lepiej zorganizować swój czas. W głównej mierze dzięki kalendarzowi i chęci systematyczności.

8. Już nie zapominam o tylu rzeczach, co kiedyś ☺ Jestem strasznie zapominalska i roztrzepana, a teraz kojarzę większość rzeczy i wydarzeń ze wpisami, które pojawiły się w tym samym dniu.

9. Nie muszę się zastanawiać, czy daną książkę już czytałam, ani o czym jest, bo mogę to szybko sprawdzić.

10. Bardzo się cieszę, kiedy uda mi się napisać coś nowego.

11. Kiedy widzę, że post jest chętnie czytany to cieszę się jeszcze bardziej.

12. A kiedy jest pod nim duży odzew to już w ogóle jest euforia. Uwielbiam czytać to, co macie mi do powiedzenia. Komentarze są dla mnie dużą motywacją ☺

13. Lubię pisać, a wybrałam tematykę książek, bo łatwiej mi pisać o nich, niż o sobie.

14. Blog jest moim hobby.

15. Dzięki prowadzeniu własnego bloga poznałam wielu innych blogerów, którzy są dla mnie inspiracją.

16. Samorealizacja - mam swoje cele, do których dążę.

17. Blog pozwala mi na rozwijanie umiejętności. Napisanie tekstu samo w sobie nie jest trudne, ale zrobienie tego tak, żeby się sprzedało i było poprawne nie należy do najłatwiejszych zadań.

18. Poszarzenie wiedzy. Za sprawą książek i tego, co w nich zawarte, ale też dzięki programom sprawdzającym poprawność tekstu, które wytykają mi błędy i dają wskazówki jak je poprawić.

19. Budowanie wizerunku. Czy tego chcę, czy nie będę kojarzona z tym, co piszę.

20. Wiem, co aktualnie jest na czasie w temacie książek.

21. Poszerzyłam swoje książkowe horyzonty, nie ograniczam się już tylko do kryminałów.

22. Zaczerpnęłam trochę wiedzy na temat działalności w internecie, jak się skutecznie promować, jakich błędów nie popełniać.

23. Poznałam wiele stron pomagających blogerom i mam kilka swoich ulubionych, z których często korzystam, aby poprawić swoje teksty.

24. Razem ze stronami blogerskimi odkryłam też wiele o tematyce książek, założyłam na kilku swoje profile i wymieniam się z innymi swoimi spostrzeżeniami na temat poszczególnych tytułów.

25. Moja lista książek do przeczytania i postów do napisania ciągle się wydłuża, dzięki czemu wiem, że nie będę miała momentu, w którym odkryję, że już nie mam, o czym pisać.

Nosiciel - Robin Cook

czwartek, sierpnia 23, 2018

Nosiciel - Robin Cook

Kolejna, już czwarta część serii o Laurie Montgomery i Jacku Stapletonie. Jak na razie nie zapowiada się na to, żebym w najbliższym czasie znudziła się tymi postaciami, wręcz przeciwnie, każda kolejna część powoduje, że lubię je coraz bardziej.


Autor: Robin Cook
Tytuł: Nosiciel
Cykl: Jack Stapleton/Laurie Montgomery
Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Rebis
Gatunek: thriller medyczny

"Nowojorski taksówkarz, Jurij Dawidow, w przeszłości technik w radzieckich zakładach produkujących broń biologiczną, zawiódł się na swojej nowej ojczyźnie. Planuje zemstę. Jednak zanim do niej dojdzie, musi wypróbować swoją broń na niewinnych ofiarach. W tym samym czasie do kostnicy miejskiej trafiają zwłoki kilku osób, które zmarły w nie wyjaśnionych okolicznościach. Rozwiązanie zagadki, rysujące się w głowie przeprowadzającego autopsję Jacka Stapletona, przekracza wszelkie wyobrażenie. Kto będzie szybszy w tym szaleńczym wyścigu ze śmiercią?
To książka fascynująca, lecz zarazem przerażająca. A przecież wizja świata, w którym pozbawione skrupułów jednostki mogą zagrozić ludzkości, nigdy ne była tak realna jak obecnie."
-opis z tyłu okładki

Jak z okładkowego opisu wynika ta część jest poświęcona tematowi broni biologicznej i bioterroryzmowi. Autor na końcu książki umieścił notatkę, która mówi, że w ostatnim dziesięcioleciu (książka wydrukowana w 2002 roku) groźba terroryzmu narasta z coraz większą siłą. Podaje przykłady użycia gazu sarin w tokijskim metrze, zatrucia barów sałatkowych w oregońskich restauracjach oraz groźby użycia broni biologicznej przez kraje takie jak Iran, Irak czy Libia.
Zdaniem Cooka w wypadku biologicznego zamachu osobami, które pierwsze zetkną się z atakiem będą patolodzy sądowi od których to będzie potem zależało, czy atak zostanie stłumiony w zarodku, czy może  środki rażenia będą się rozprzestrzeniać dokonując coraz większych szkód.

Jak już wcześniej wspominałam ta część sprawiła, że moja sympatia do głównych bohaterów wzrosła jeszcze bardziej, ale to nie znaczy, że cała książka jest wolna od sytuacji, w których miałam ich za kompletnych głupców. W pewnych momentach zaczęłam wątpić w inteligencję doktora Stapletona, nie tylko wtedy kiedy dobrowolnie narażał się na postrzelenie, ale też wtedy, kiedy nie zauważył, że trwa pościg za nim, a na ulicach robi się kompletny karambol. Rozumiem, że rowerem jeździ szybko i wręcz wyczynowo, ale nie zauważyć, że goni go furgonetka, w której siedzi kilku uzbrojonych facetów, celują w niego i rozwalają prawie każdy samochód, który staje im na drodze??? Trochę naciągane moim zdaniem.

Pomijając te czasem abstrakcyjne sytuacje nie mogę powiedzieć, że książka była zła, temat przewodni jaki odjął autor jest moim zdaniem ciekawy nie tylko ze względu na to, że świetnie go zrealizował, ale też dlatego, że w dzisiejszych czasach istnieje realne zagrożenie ataku biologicznego. Świat ciągle się rozwija, medycyna i technologia rwie do przodu i nie brakuje u nas psychopatów, którzy chętnie unicestwiliby parę tysięcy ludzi dla własnej przyjemności. Książka pozwala zastanowić się nad tym i uświadomić sobie, że nawet  nie wiemy kiedy możemy paść ofiarą ataku bioterrorystycznego.

Całość oceniam bardzo pozytywnie, a Was zachęcam do zapozwania się z wcześniejszymi wpisami na temat tej serii, wystarczy kliknąć w wybraną część, a zostaniecie przeniesieni do posta na jej temat:

CZĘŚĆ PIERWSZA - OŚLEPIENIE
CZĘŚĆ DRUGA - ZARAZA
CZĘŚĆ TRZECIA - CHROMOSOM 6

Zobacz również:

Copyright © Czytam, polecam... , Blogger