Sheila Jeffries - Córka kota Salomona, kotka, która leczy serca

poniedziałek, lipca 16, 2018

Sheila Jeffries - Córka kota Salomona, kotka, która leczy serca

Wzruszająca i ciepła powieść o porzuconym kocie, który pomógł porzuconemu dziecku.


"Tallulah, maleńka kotka, to córka Salomona – kota, który potrafił zaglądać w ludzkie serca i leczyć ludzkie dusze. Wkrótce po swoich narodzinach zostaje jednak zabrana od ojca i porzucona...
W końcu trafia do wypełnionego chłodem, chorobą i smutkiem domu rodziny czternastoletniej TammyLee. Dziewczyna żyje z bolesną tajemnicę, która ją przygniata, a kotka zrobi wszystko, co w jej mocy, by pomóc pokonać rozpacz i poczucie winy. I połączyć rozbitą rodzinę..."
-tekst z tyłu okładki

Autor: Sheila Jeffries
Tytuł: Cóęka kota Salomona, kotka, która leczy serca
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Amber
Kategoria: literatura współczesna, literatura młodzieżowa

Książkę pochłonęłam w dosłownie jeden dzień, kiedy ją brałam do reki to zamierzałam tylko zobaczyć początek, ale tak mnie wciągnęła, że przepadłam na resztę wieczoru.

Od samego początku jak ją miałam byłam przekonana, że to książka dla dzieci, ale teraz to w sumie nie wiem. Niektóre wątki poruszone w książce wydają mi się bardzo dorosłe. Na samym początku mamy do czynienia z 14-latką, która chce wyrzucić noworodka do rzeki... Swoje dziecko... 14 lat... Nie wiem, co o tym myśleć.
Pomijając ten ciężki wątek, który w dalszej części książki jest rozwinięty i jest dość ważnym elementem całej historii to zgodnie z tytułem mamy historię kotka. I znowu ta część wydaje mi się niezwykle dziecinna.  Tak jakby autorka kierowała się do prawie dorosłych czytelników, ale umieściła też w powieści coś dla najmłodszych. Czytamy o Królowej Kotów, która wraz ze swymi poddanymi urządza sobie seanse mruczenia, ich kraina jest piękna, nic nikomu nie grozi, nie ma chorób, smutku i zła, a tutaj nagle mamy noworodka porzuconego w krzakach. Naprawdę nie wiem kto ma być odbiorcą tej książki. Tym bardziej że czytając różne artykuły w internecie i obserwując otoczenie dochodzę do wniosku, że ta cała sytuacja z 14-latką nie jest wcale taka nierzeczywista. Aż strach pomyśleć, że ludzi i w tym dzieci są zdolne do robienia tak makabrycznych rzeczy.
Ale wracając do książki. Ogólnie to bardzo podobała mi się cała historia. Szybko i przyjemnie się czyta, były nawet momenty, w których poleciała mi łezka, ale szokuje mnie to zderzenie dwóch światów. Świata dziecka z Krainą Kotów i okrutnego świata dorosłych, w którym jesteśmy świadomi zła jakie dzieje się naokoło nas.
Książkę polecam kociarzom, ale nie powiem w jakim przedziale wiekowym, bo sama nie wiem. Ja mam 19 lat i nieprzyjemne czytało mi się o porzuconym dziecku, ale może inni nie są tak wrażliwi, jak ja i lepiej to przyjmą.


Victoria Donda - Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny

środa, lipca 11, 2018

Victoria Donda - Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny

Pierwsza na blogu książka w kategorii literatury faktu. Napisana przez najmłodszą członkinię argentyńskiego parlamentu, mieszkankę Buenos Aires, aktywną działaczkę ruchu na rzecz praw człowieka i kobietę, która w wieku 27 lat dowiedziała się, kim naprawdę jest.


Autor: Victoria Donda
Tytuł: Mam na imię Victoria. Zaginione dzieci Argentyny
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Carta Blanca
Kategoria: literatura faktu, literatura współczesna

"Koniec lat siedemdziesiątych i początek osiemdziesiątych XX wieku w Argentynie to czas krwawej dyktatury wojskowej. Dziesiątki tysięcy ludzi zostało wówczas aresztowanych i uwięzionych, a potem zniknęło bez śladu. Rządząca junta bowiem bezlitośnie torturowała i mordowała przeciwników reżimu lub podejrzanych o sympatie opozycyjne. Nazywano ich desaparecidos (z hiszp. desaparecer - 'znikać').

Wśród prześladowanych były także przyszłe matki. Oprawcy przyjęli wobec nich wyjątkową politykę - zabijano je dopiero po przyjściu na świat dziecka, akty urodzenia fałszowano, a niemowlęta anonimowo oddawano do adopcji rodzinom "dobrze widzianym politycznie".

Victoria Donda dopiero w wieku dwudziestu siedmiu lat dowiedziała się , że również jest dzieckiem zaginionych, poznała swoje prawdziwe imię i pochodzenie.

W książce poruszająco opowiada o uwikłaniu w kłamstwa i odkrywaniu sekretów rodzinnych, a przede wszystkim o mierzeniu się z białymi plamami w historii swego kraju. Mam na imię Victoria jest także niezwykłym dokumentem opisującym jeden z najtrudniejszych rozdziałów w dziejach Argentyny, a dodatkowo stanowi głęboko ludzką deklarację wiary w prawdę i przebaczenie."
-opis z tyłu książki

Książka przedstawia przemianę Analii w Victorię, to jak kobieta dowiaduje się, że jest dzieckiem zaginionych, to jak szuka informacji o sobie i swojej biologicznej rodzinie oraz prezentuje fakty z historii Argentyny.
Takich osób jak ona jest więcej. W latach siedemdziesiątych tortury i porwania domniemanych wrogów junty rządzącej Argentyną były na porządku dziennym. Takie osoby najczęściej zabijano i chowano w nieoznakowanych grobach lub jeszcze żywych zrzucano z samolotu do oceanu. Argentyna do dziś próbuje dowiedzieć się co stało się z dziećmi, które ukradziono więźniom. Poszukiwaniami zajmuje się grupa kobiet znanych jako Babcie z Placu Majowego. Jest to organizacja, której celem jest poszukiwanie, identyfikacja i odnalezienie wnuków, którzy „zaginęli” podczas tzw. brudnej wojny (1976-1983). Szacuje się, że dzieci, które po zafałszowaniu pochodzenia zostały nielegalnie adoptowane jest około 500.  Cały czas jest nieznany los czterystu z nich, ci odnalezieni mają już po trzydzieści lat.

Książka jest napisana dość chaotycznie, przez co ciężko było mi przez nią przebrnąć, autorka wiele razy się powtarzała, wracała do tych samych tematów, a innych wcale nie rozwijała. Gdyby nie to, że zainteresowała mnie jej historia chyba nigdy bym nie skończyła czytać. Całość jest przekazana w sposób nie do końca przemyślany, co mocno działa na jej niekorzyść.

Pomijając sposób, w jaki jest napisana książka muszę powiedzieć, że historia Victorii Dondy jest niezwykle interesująca, pierwszy raz miałam styczność z tematem porwań noworodków i ogólnie z jakąkolwiek informacją na temat historii Argentyny. Victoria jest jedną z tych, którzy mieli szczęście poznać prawdę o sobie, ale na świecie jest jeszcze wielu takich, którzy pewnie nawet nie podejrzewają, że mogą być nielegalnie adoptowani i żyją w nieświadomości.

Moim zdaniem pomimo tego, w jaki sposób przekazana jest treść tej książki jest ona naprawdę warta uwagi. Może nie jako wakacyjna, lekka lektura, ale książka, od której oczekujemy prawdy, a nie wyidealizowanych historii.

Dla Nikity - Polina Daszkowa

piątek, lipca 06, 2018

Dla Nikity - Polina Daszkowa

Kolejna książka z piękną okładką! Przeczytana w 2 dni, bardzo mnie pochłonęła ☺
Szczerze mówiąc to chyba moje pierwsze spotkanie z książką rosyjskiego autora, nie licząc Michaiła Bułhakowa i "Mistrza i Małgorzaty", którego nigdy nie udało mi się skończyć. Ba! Nawet nie dotarłam do połowy! 
Powieść Poliny Daszkowej skutecznie zachęciła mnie do siebie i rosyjskiej literatury, w przyszłości zamierzam częściej sięgać po jej książki.

"Znakomicie skonstruowana, pasjonująca historia kobiety, która przed laty podjęła niewłaściwą decyzję życiową i teraz pragnie spłacić dług wobec swojego dawnego ukochanego. Gdy dowiaduje się o nagłej śmierci Nikity – obecnie znanego pisarza, który podjął się napisania biografii jej męża, wpływowego polityka, Nika podejmuje prywatne śledztwo. Wyrusza do Moskwy, gdzie – narażając się na wielkie niebezpieczeństwo – poznaje całą prawdę o Nikicie. Przy okazji odkrywa, że jej mąż jest zamieszany w potworne zbrodnie.
Akcja powieści toczy się na ciekawie zarysowanym tle społeczno-politycznym współczesnej Rosji, ukazując bezwzględne mechanizmy walki o władzę, powiązania polityki ze światem przestępczym, manipulacje psychologiczne dokonywane na ludziach przez rozmaite sekty religijne."
-opis z tyłu okładki



Autor: Polina Daszkowa
Tytuł: Dla Nikity
Ilość stron: 307
Wydawnictwo: Videograf II
Kategoria: kryminał/thriller

Czytając opinie o tej książce już po tym jak się z nią zapoznałam nie umiałam zrozumieć, dlaczego inni czytelnicy określają ją jako złą i zniechęcającą do rosyjskiej literatury. Moim zdaniem obraz polityki i kultury Rosji lat '90 jest przedstawiony bardzo ciekawie, a historia Nikity jest niezwykle wciągająca.
Jedyne, z czym się nie zgodzę to znowu opis z tyłu okładki, w którym czytamy, że jest to historia kobiety. Owszem kobieta, Nika występuje w książce, ale nie wskazałabym jej jako głównej bohaterki, moim zdaniem równie ważny jest sam Nikita.

Książka jest określana mianem kryminału, ale przodują w nim wątki społeczne. Dużo jest o sektach, mafii i przestępczości, a także o tym, jak to działa pod przykrywką legalnej państwowości. Poznajemy też gigantyczny przekrój osobowości, od marginesu społecznego, przez artystów, lekarzy, urzędników, aż do dzieci partyjnej nomenklatury. 
Z samego kryminału jest trochę treści, ale mnie zainteresował bardziej obraz Rosji lat '90.

Całość pochłonęłam w 2 dni, czyta się szybko i przyjemnie. Książka sama w sobie jest bardzo dobrze wykonana, podoba mi się nie tylko okładka, która swoją drogą zachęciła mnie do przeczytania tej historii, ale też  strony pomimo tego, że są białe to nie odbijają światła w ten denerwujący sposób, który uniemożliwia czytanie.

Na koniec pochwalę się jeszcze tym, że kupiłam ją w Biedronce za całe 4,99 zł, a po zerwaniu ceny pod spodem widnieje 32,90 zł. ☺

Podsumowanie: czerwiec 2018

niedziela, lipca 01, 2018

Podsumowanie: czerwiec 2018


Czerwiec za nami!
Tym razem mogę się pochwalić nieco lepszymi statystykami i mam nadzieję, że w sierpniu uda mi się już wyrobić moją "blogową normę". Na razie wszystko na to wskazuje i idę w dobrym kierunku ☺

W czerwcowych recenzjach znalazł się tylko "Nieproszony gość" i "Zagadka Sary Tell", ale udało mi się w końcu zrealizować TAG, na który miałam ochotę już od dłuższego czasu. Oprócz tego oczywiście pierwszym postem miesiąca było podsumowanie.

W skrócie:

Ilość postów:
4
Wyświetlenia: 1008
Komentarze: 14 (bez moich odpowiedzi)
Obserwatorzy: 81
Najczęściej wyświetlany wpis: Charlotte Link - Nieproszony gość

Czerwiec za nami, więc pora na lipcowe plany. A w nich?
♦ Co najmniej 4 recenzje, co dałoby 5-6 postów w miesiącu (w tym podsumowanie i ewentualnie wpis z innej kategorii).
♦ Post z kategorii zestawienia, jednak na razie nie umiem się zdecydować jaki, bo mam kilka pomysłów ☺
♦ Przygotowanie do podsumowania roku, ponieważ blog istnieje od 1 sierpnia 2017 r. Z tej okazji chciałabym napisać podsumowanie całej mojej blogowej działalności.

Z moich planów to tyle, życzcie mi powodzenia!
Miłego lipca!

Sztuka w świecie książek

czwartek, czerwca 28, 2018

Sztuka w świecie książek

Tym razem witam was czymś innym niż zazwyczaj, a mianowicie TAGiem. Oczywiście nawet taki post musi być dopasowany do tematyki strony, więc jest to BOOK TAG, który znalazłam już dawno temu na innym blogu książkowym. Bardzo podobają mi się pytania w nim zawarte i jestem ciekawa jak odpowiedzieliby na nie moi czytelnicy, więc kieruję w waszą stronę otwarte zaproszenie do tej zabawy ☺
Zaczynajmy!

1. Najładniejsza okładka pojedynczej książki:


W moim  przypadku jest to właśnie okładka "If Ends with Us", którą zachwycałam się od samego początku. Wspominałam o tym też w recenzji tej właśnie książki, którą znajdziecie tutaj.
Raczej nie jestem fanką różu i takich klimatów, ale bardzo podoba mi się ten kwiatowy motyw i moim zdaniem bardzo pasuje do treści.

2. Najbrzydsza okładka pojedynczej książki:


Hmmm... Żadna inna nie przychodzi mi teraz do głowy, ale to chyba jedna z najgorszych jakie widziałam. Nie podoba mi się, chociaż nawet nie umiem powiedzieć czemu. Moim zdaniem tak dobra książka zasługuje na lepszą oprawę. Sekretne życie pszczół

3. Najładniejsze okładki serii:



Ciężko było mi się zdecydować na jedną serię, ponieważ kocham książki Kerstin Gier, a ich okładki są zachwycające! Szczególnie Trylogia Snów ze swoimi  błyszczącymi elementami mnie urzekła. Obie te serie są pięknie oprawione i mam nadzieję, że kiedyś będą zdobić moją półkę.

Trylogia Snów
Trylogia Czasu

4. Najbrzydsze okładki serii:


Nie czytałam tej serii, ale dużo niej słyszałam, jednak wygląd okładek mnie do niej nie zachęca. Są po prostu brzydkie.

5. Okładka zapadająca w pamięć:


"Mało" to książka, która pierwsza przyszła mi na myśl. Uwielbiam jej błyszczącą okładkę i poruszającą historię zawartą w środku. Polecam ją każdemu nie tylko ze względu na walory dekoracyjne ☺Jej obszerny opis znajdziecie tutaj.
Jest jeszcze jedna książka, której okładka zapadła mi w pamięć, jednak nie umiem znaleźć jej zdjęcia, a własnego egzemplarza nie posiadam. Jest to "Tajemniczy ogród", który czytałam już dawno temu, ale kocham całym sercem. Niestety akurat tego wydania jakie ja miałam nie umiem znaleźć nigdzie.

6. Okładka nie pasująca do treści:


Okładka przynosi na myśl jakiś romans lub erotyk, ale o kryminale nigdy bym nie pomyślała...

7. Strony białe czy żółte?

Zazwyczaj wybieram białe, ale kiedy czytam na zewnątrz lub przy lampie to często odbijają światło w taki sposób, że nic nie widać. Wtedy lepiej sprawdzają się żółte strony. Mam też wrażenie, że żółte mają lepszy zapach, ten specyficzny, książkowy.

8. Strony cienkie czy grube?
Zdecydowanie grube. Z cienkimi zawsze mam problem, bo przy przewracaniu stron często zdarza mi się je naderwać, co potem brzydko wygląda. Grube też jakoś tak lepiej leżą w książce i łatwiej się trzyma ☺

9. Okładka miękka czy twarda?
Plusem twardych jest to, że są trwalsze, ale znowu przy czytaniu są niewygodne i grzbiet brzydko się marszczy. Miękkie są wygodniejsze, ale przy przenoszeniu ich w torbie częściej i łatwiej się niszczą, więc nie wiem. Ciężko wybrać, ale jeśli ktoś przyparłby mnie do muru i kazał wybrać jedno z tych to wzięłabym twarde. Ze względu na trwałość.

10. Najlepsze wydawnictwo (pod względem wyglądu książek)?

Zdecydowanie wydawnictwo Amber. Uwielbiam ich okładki, a szczególnie te kryminałów.



Jestem ciekawa jakie są wasze odpowiedzi na wyżej wymienione pytania. Chętnie poczytam, więc dajcie znać w komentarzach ☺

Zobacz również:

Copyright © Czytam, polecam... , Blogger